
Każda z kobiet marzy o firanie rzęs, zza których zalotnie spogląda nie tylko na mężczyznę, ale i wzbudza zachwyt u swych koleżanek. Nierzadko połączony z zazdrością. Nie każdemu bozia dała po równo i czesto długonoga blond piękność ma ładne włosy, ale krótkie rzęsy i na odwrót. Testujemy więc tusz za tuszem, inwestujemy w coraz droższe kosmetyki byleby tylko dodać swym oczom blasku i wydobyć swe spojrzenie.
Innym roziwązaniem moga być sztuczne kępki rzęs, które doklejamy do oczu. Jednak nie każda kobieta czuje się z tym dobrze.
Dla innych jest to dość krępujące, bo myślą tylko o tym czy to aby nie odpadło i wygląda dobrze. Tusze do rzęs to mniej inwazyjne rozwiązanie i dlatego bardziej popularne. Przy rzęsach krókich radzę postawić na tusz wydłużający oraz podkręcający. By ten efekt spotęgowac i oszukać naturę, jak i innych polecam z czystym sumieniem bazę pod tusz. Sama używam bazy Lancome Cils Booster, która sprawia, że mam prawdziwe zasłony!
Spektakularny efekt to mało powiedziane.
Tylko nalezy pamiętać, by nakałdać tusz, gdy baza nie zdąży jeszcze wyschnąć. Ręczę, że bedziecie zadowolone.
Moda na kosmetyki mineralne przyszła w końcu i do Polski. Pytanie, czy będzie to moda sezonowa, czy też zagości na dłużej w damskich kosmetyczkach? Widząc tyle pozytywnych reakcji sama zainteresowałam się tematem i zakupiłam podkład mineralny. Skąd przyszła ta moda? Ze Stanów, jak wiele nowinek kosmetycznych. Otóż kobiety po zabiegach kosmetycznych również pragnęły wyglądać dobrze i nie rezygnować z makijażu. Ten tradycyjny, czyli podkłady, pudry i fluidy mogły podrażniać i tak już wrażliwą po zabiegach skórę. Tę lukę wykorzystały firmy kosmetyczne i tak oto powstały pierwsze kosmetyki mineralne, doskonałe nawet dla najwrażliwszej skóry, nie uczulające, nie zapychające, wręcz leczące skórę dzięki zawartości minerałów.